Posts Tagged ‘InPost’

InPost story (3 i ost.) – paczkomaty czyli innowacja

W poprzednich odcinkach (odc. 1 i odc. 2) – opowiadając o polskim przykładzie przedsiębiorczości, którego pomysłowość i rozmach przyrównać można do tuzów biznesu z USA.

Rynek przesyłania paczek to poważne pieniądze, ale trudno konkurować z okrzepłymi gigantami kurierskimi typu DHL czy UPS. Ale można zmienić reguły rynkowej gry. W czasach kiedy:

– coraz więcej paczek dostarczanych jest jako dostawa zakupów internetowych (a najwięcej przez internet kupują osoby w miastach z ponadprzeciętnymi dochodami, które są zapracowane i mają mało czasu dla siebie)

– dostawa przez Pocztę Polską oznacza przymus udania się do urzędu pocztowego z awizo zostawionym w skrzynce, o niewygodnych godzinach i odstania w kolejne długiego czasu (na co osoby o wyższych dochodach nie mają ani czasu ani ochoty)

– dostawa przez kuriera wymaga obecności w domu w momencie dostawy

InPost zaproponował paczkomaty, gdzie odbiór paczki ze wskazanego dla siebie paczkomatu w dogodnej lokalizacji jest możliwy przez całą dobę. Paczkomat to coś w rodzaju regału zamykanych szafek, podobnych do przechowalni bagażu na dworcach, które otwierane są kodem dosyłanym odbiorcy sms-em. W ten sposób omija się ograniczenia czasu, a zlokalizowanie paczkomatów na stacjach benzynowych wychodzi na przeciw zasobniejszym konsumentom jeżdżącym samochodem.

Pomysł genialny i bardzo nowatorski, ale też właśnie dlatego ryzykowny – ponieważ kluczem do sukcesu rynkowego jest siła przyzwyczajeń konsumentów i ich zaufanie do nowych rozwiązań. Swoją drogą, przygotowanie paczkomatu wymagało bardzo dużej ilości testów, znalezienie wiarygodnego producenta, stworzenia odpowiedniego systemu IT, i co najważniejsze, przekonania czołowych sklepów internetowych do tej drogi dostarczenia do klienta.

InPost, po poniesieniu sporych kosztów rozwoju urządzenia i testowania technologii, oprócz zastosowania przez siebie, zaczął sprzedawać ta technologię za granicę.

Patrz też:

1-szy odc. InPost Story (1/3) – z blaszką niemożliwe staje się możliwe

2-gi odc. InPost Story (2/3) – skrzynka pocztowa czyli bariera ostatniej mili

09

07 2012

InPost Story (2/3) – skrzynka pocztowa czyli bariera ostatniej mili

W pierwszej części opisałem, jak to się stało w ogóle możliwe, że na najbardziej lukratywnym i zmonopolizowanym rynku przesyłek do 50g Poczta Polska zyskała konkurenta. Dzisiaj o tym, dlaczego na doręczaniu listów nie jest łatwo zarobić.

W pierwotnych kalkulacjach InPost założył, że doręczyciel listów będzie doręczał średnio 200 listów dziennie. Wówczas biznesplan się spina. rzeczywistość okazała się bardzo brutalna – doręczyciele wyrabiali średnio 1/5 planu. Okazało się bowiem, że najważniejszą barierą jest skrzynka pocztowa w przeciętnym bloku – do której nie ma swobodnego wrzutu i której właścicielem jest Poczta Polska, a panem i władcą kluczyków do niej był listonosz monopolisty.

Prawo polskie nakładało obowiązek na administratorów wspólnot mieszkalnych do zainstalowania tzw euroskrzynek w ramach harmonogramu liberalizacji rynku pocztowego. ale ustawodawca zapomniał sobie o sankcjach, więc wspólnoty olewały ten obowiązek – po co drapać jak nie swędzi?

I tu pojawia się przebłysk geniuszu numer 2. InPost wpadł na pomysł, że może zmobilizować administratorów wspólnot pismem z kancelarii prawnej, grożąc, wobec braku sankcji ustawowych, pozwem cywilnym o utracone możliwości przedsiębiorcy z tytułu braku dostępu do skrzynek typu euro. To zadziałało zadziwiająco skutecznie – w ciągu bodaj roku skrzynki wynieniło na docelowe ok. 70% wspólnot.

Ludzie z InPostu przy okazji zrobili na samych skrzynkach dobry biznes – wyprodukowali je i dostarczyli wspólnotom na wymianę.

Patrz też: 1-szy odc. InPost Story – z blaszką niemożliwe staje się możliwe

30

06 2012

InPost Story (1/3) – czyli z blaszką niemożliwe jest możliwe

Mało jest tak inspirujących historii z naszego rodzimego poletka, które mogą tak inspirować i dawać wiarę w rzeczy – wydawałoby się – niemożliwe, jak historia InPostu. Można zachwycać się Billem Gatesem, czy Steve’em Jobsem, wzdychać “Ech, w Ameryce wszystko jest możliwe”, ale bądźmy dumni z naszych rodzimych przykładów. Mnie fascynuje InPost.

Poczta Polska to monopol. elegancko zagwarantowane w ustawach, że listy, a już te do 50 gramów w szczególności, to tylko nasza stara, kochana, znienawidzona, polska aż do bólu, poczta może nam dostarczyć. Owszem, jest coś takiego jak liberalizacja rynku pocztowego, ale akurat największy i najbardziej intratny segment broniony przez monopolistę był do końca.

I wiele lat marzyli wszyscy kurierzy, ci już wykupieni przez międzynarodowe firmy, i te jeszcze nie kupieni, że przyjdzie dzień, w którym będą mogli zawalczyć o rynek wart parę miliardów złotych rocznie, niech no tylko ustawodawca zdejmie kagańce z rynku i pozwoli chartom przegonić żółwia.

Ale była jeszcze jedna firma, a w niej sprytni goście z Rafałem Brzoską na czele. firma, wymyślona jeszcze w krakowskim akademiku, zajmowała się kolportażem ulotek i gazetek sieci handlowych, czyli, innymi słowy, druków bezadresowych. Po kilku latach była największa w Polsce, ale któregoś dnia właściciele stwierdzili – “no ale przecież nie będziemy robić tego do końca życia”. Skoro mamy już system kolportażu, to dlaczego nie dostarczać również listów? Ale jak obejść monopol?

Wówczas rodzi się genialna idea – a gdyby tak obciążać koperty tak, aby zawsze ważyły ponad limit 50 gramów? Tak właśnie udało się pokonać barierę numer 1 – ograniczenie w imię monopolu. Założono InPost, a inna wyspecjalizowana firma zajęła się dociążaniem kopert blaszkami na zlecenie swoich klientów. Poczta, broniąc zazdrośnie swoich przywilejów, zamiast poczuć impuls rozwojowy, zaczął napuszczać masy prawników na InPost – sądy trzeszczały, ale koncepcja się wybroniła.

I wtedy napotkano na barierę nr 2 – barierę ostatniej mili. O czym będzie w następnym odcinku.

12

06 2012